Autor Wątek: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny  (Przeczytany 257356 razy)

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2085 dnia: Lutego 23, 2021, 09:40:51 pm »
Bliskie spotkania z przyrodą  ::((
A propos przyrody...

Pora sucha w pełni, choć zbadzyły się ze dwie mżawki i jakieś odległe grzmoty. Piękna jest ta pora roku, co pare tygodni zmienia się kolor roślin kwitnących w lesie. Zawsze uwielbiałam gdy w gorący dzień przechodząc pod drzewami galinasa można było poczuć lekki "deszczyk". Takie to romantyczne- drzewa zraszajace woda znużonych wędrowców, wiaterek we włosach, no po prostu raj. W tym roku drzewa rosiły "nektarem" wyjątkowo obficie. Zastanawialiśmy się nad przyczyną tego zjawiska. Popołudniami obserowalićmy jedno z drzew w pobliżu świątyni, z którego padała autentyczna mżawka, dobrze widoczna w świetle zniżajacego się ku zachodowi słońca. I nie tylko mżawka, przez kilka dni z jednego miejsca wylewał się wręcz strumyk wody, jakby ktoś odkręcał niewidzialny kran. Czy to dlatego, ze pora deszczowa skończyła się tak późno drzewa nie mają oporu, zeby tak marnotrawić wodę?

Zastanawialiśmy sie nad sensem tego zjawiska. W Polsce też się zdarza, ze rośliny usuwają wodę, ale tylko wtedy gdy maja jej nadmiar. Tu jest raczej odwrotnie, drzewo nawet liści nie ma, a leje naokoło jak konewką. W niektórych miejscach gdzie drzewa rosną przy drodze  ziemia pod nimi jest non stop wilgotna, rzecz niełychana o tej porze roku. W ubiegłym tygodniu wynajęty do odkopywania jednej z chałup Miguel zrujnował nasz świat. "To cykady sikają", oznajmił, filozoficznie paląc papierosa. Nie uwierzyliśmy. Syam sprawdzał czy cykady mogą sikać "Hey, Google, w jaki sposób sikają owady". Odpowiedź nie przyniosła nam ulgi, wciąż jednak wydawało się absurdalne, że liczne niczym plaga w tym roku cykady mogłyby hurtowo cierpieć na zapalenie pęcherza i sikać litrami.

Rozwiązanie zagadki przyniósł dziś rano Omkar. Wczoraj na podstawie własnych obserwacji powiedział nam, że robale rzeczywiście wypinają kuper i sikają. Murli zbladł- pare dni wcześniej próbował spływającego z drzew "nektaru", smaku ponoć nie miał   :o  I gdy już mysleliśmy, że gorzej być nie może, Omkar niestety stwierdził, że owszem. Sprawdził w necie. i... to nie siki- to SPERMA!  ::(( ::(( ::(( bxu Te cholery się rozmnażają naszym kosztem! Przejsć nigdzie się nie da, bo to leci juz z wszystkich drzew. Wyjście gdzieś wieczorem kilka razy skończyło się dla mnie tak, ze musiałam gasić latarkę, ryzykując, ze kark skręce i na węża nadepnę, bo całe drzewa się trzesły od milionów cykad, gotowych zlecieć mi na głowę by trafić w moją latarkę. Nie dość, ze sa rozmiarów małej śliwki i nie jest miło dostać czymś takim w oko, to jeszcze tak nieprzyjemnie brzęczą i wibrują, nie daj Boże jak wpadnie za koszulę  ::(( ::(( ::((  xhc


rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2086 dnia: Lutego 24, 2021, 11:19:47 pm »
No i trza se samemu sprawdzać a nie wierzyć chłopaczyskom! Bo zaczynali już nzajdować coraz straszniejsze informacje- ostatnia była taka, że płyn jest toksyczny dla skróy i w kurtce trzeba chodzić  ::(( No i w końcu sięgnęła do źródeł sama. Co za ulg! To nie sperma ani siki (przynajmniej nie w naszym rozumieniu moczu jako substancji wydalającej toksyny z ciała). Kiedy cykada rozgrzeje się powyżej 39 stopni wypija więcej soku z drzewa i pod ciśnieniem wydala go z ciała żeby się schłodzić. Otwór niby ten sam, ale toksyn nie ma, mogę spokojnie iść na spacer z piesami. Zaniepokoiła mnie tylko informacja, że cykada może mnie pomylić z drzewem i udziabać, a ma czym skoro jest w stanie przebijać korę drzew  :o
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7982
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2087 dnia: Lutego 25, 2021, 04:56:28 pm »
No widzisz jak pięknie poszerzasz swoją wiedzę o tak bliskim otoczeniu.  ;)
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline Natalia

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7182
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2088 dnia: Lutego 25, 2021, 05:13:21 pm »
Cykady były również nad Adriatykiem.Jedynie co to były bardzo głośne nocami.Nic innego nie robiły i nikogo nie atakowały.
Natalia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2089 dnia: Czerwca 01, 2021, 11:02:51 pm »
Mój net tak muli, że mnie zniechęcało do logowania, walka o przeczytanie czegokolwiek na fejsie pochłaniała moje siły. Ale pora zetrzeć pajęczyny, żeby tarantule za duże nie urosły  ;D

Pogodnym porankiem w Madhuvan śpiewałam z całego serca i duszy na porannym nabożeństwie, Gaur robił za kapłana, byliśmy tylko my dwoje i kicia. W połowie ceremonii usłyszeliśmy charakterystyczny trzask łamiącej się gałęzi. Nie jest to nic niespotykanego tutaj. W sezonie suchym drzewa łamie wiatr, w sezonie mokrym obsuwa się ziemia lub nasiąkają wodą martwe konary. Kilka dni temu na drogę do domku guru zwaliło się jedno drzewo i kilka kamieni. Dźwięk dochodził stamtąd, więc sądziłam, że jedno drzewo pociągnęło za sobą jakieś inne. Myśl ta skończyła się już myśleć w moim mózgu a tymczasem trzask trwał dalej.

Zamarłam nasłuchując, przestałam śpiewać. Cokolwiek się przewracało, musiało być ogromne! Choć logicznie rzecz biorąc było to kompletnie nieprawdopodobne, wyobraźnia zaczęła mi nasuwać obraz naszego największego drzewa walącego się na zagrodę dla krów. Drzewo ostatecznie upadło. Nie było słychać walenia o blachę, więc zagrodę dla krów można było wykluczyć. Ale ciekawość mnie zżerała. Kilkanaście minut później przyjechał Juan i zabrał wiadro do dojenia krowy. Ja ruszyłam za nim, w pełnym bhaktowskim rynsztunku, czyli ubrana w sari, z długą halką pod spodem. Tylko zerknę...  8)

Gaur powiedział Juanowi, że coś się zwaliło, pogadali o wynajęciu Miguela do zrobienia porządku na wzgórzu nad drogą które po jesiennych naprawach zrobiło się bardzo strome (bo obaj również założyli, że drzewo upadło właśnie tam). Widząc, że idę zobaczyć co się stało, Juan zostawił wiadro i poszedł ze mną. Jest nie mniej ciekawski, ale pewnie gdyby mnie tam nie było najpierw wydoiłby krowę. Weszliśmy na zakręt w lesie za zagoda oczekując widoku Apokalipsy. A tam... nic! Nawat gałazka nie leży! Czyżby coś sie zwaliło na dom Kiśora? Dźwięk dobiegł mniej więcej z tamtej okolicy, co do tego miałam pewność. Nie było jednak widać niczego podejrzanego. Domek Kiśora jest za pagórkiem. Zanim jednak tam doszliśmy otworzył się nam widok na pastwisko po lewej stronie. "Tam!- zawołał Juan, wskazując ręką w górę. Najpierw chciał przejść na skróty przez chaszcze i drzewo które zwaliło się kilka miesięcy temu, oprotestowałam jednak ten pomysł, bo nie uśmiechało mi się zawiśnięcie gdzieś na płocie elektrycznym w moim sari. Poszliśmy więc naookoło.

Ogromne drzewo gallinasa zwaliło się na drogę pomiędzy dwoma elektrycznymi pastwiskami, niszcząc cześciowo ogrodzenie ich obu. Z ułamanej wielkiej rury tryskała ogromna fontanna wody. Juan pognał na drugie pastwisko, żeby zakręcić zawór, a ja tymczasem pedeszłam bliżej o okazało się, że zawór na miejscu jest nieuszkodzony, więc mogłam od razu go zakręcić. Trudno powiedzieć ile wody zdążyliśmy już stracić, upłynęło około 20 minut od momentu gdy usłyszeliśmy upadek drzewa. No i szczęscie w nieszczęściu- na tej drodze, często właśnie dokładnie w tym miejscu gdzie upadło drzewo, często nocuje nasz najwiekszy wół. Miał wielkie szczęście, że spędził noc gdzieś indziej, bo zostałby z niego płaski naleśnik, lub co gorsza miałby powbijane wszędzie gałęzie. Aż mnie ciarki przechodzą na myśl co moglibyśmy zastać gdyby tam był.

Wracając odkryliśmy pękniętą rurę z wodą w innym miejscu- tu już żadnego logicznego tłumaczenia nie było, prócz być może jakiegoś mikro trzęsienia ziemi. Na szczęście równie szybko zakręcony kurek i dzięki temu miałam wodę do gotowania.

Tak to mniej więcej bywa w naszym życiu tutaj. Człowiek uczy się jak zostać stoikiem  xhc ::((
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2090 dnia: Czerwca 20, 2021, 05:38:42 am »
Juan od paru tygodni ciągle trąbił o szczepionkach. A to, że musimy się zapisać, a to że nas zapisze i do nas zadzwonią (od listopada nie mamy zasięgu he he), brał nasze dokumenty, ściemniał tp itd, chłopcy śledzili rządowe komunikaty z których wynikało, że jak dobrze pójdzie to nas zaszczepią w sierpniu może. Ale parę dni temu Juan ze swoim ADHD dostał po prostu kręćka. "Już natychmiast jedźcie się zapisać, "szczepionki rzucili" może dziś was zaszczepią_. No to zaplanowaliśmy wyjazd, ja ugotowałam dzień wcześniej obiad, bo nie wiadomo ile się będzie czekać. Po południu wiadomość, że jednak następnego dnia szczepionek nie będzie. I tak ze dwa razy. Oficjalne komunikaty głosiły, że szczepiona jest grupa 3, my jesteśmy w 5-tej. W srodę mieliśmy jechac na plażę. Ale okazało się, że żona Juana pojechała się zaszczepić, a ona jest w moim wieku. To co robić, plazę przełożyliśmy na piątek, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy. Oczywiscie były przeboje, bo choć teoretycznie wszystko jest online to żeby mogli sprawdzić nasz status ubezpieczenia musieliśmy dostarczyć małe kawałki tektury z jakimś numerem, które dostaliśmy parę lat temu przy okazji rejestrowania sie w systemie opieki zdrowotnej. No cóż, komputer komputerem, ale bez tektury nie da rady  8)

Pani w recepcji była miła, ale facet od szczepionek zakwestionował że mieszkamy w Las Juntas  :o  "Bo ja tam byłem nierazi nie widziałem waszego domu". No kurka wodna! Tłumaczenie, że mieszkamy 2 km za wsią nie docierało. Ale gdy przywieżliźmy swoje tekturki i pani z recepcji potwierdziła, że faktycznie jesteśmy "miejscowi" wyciągnął swoje katrki z listą i zaczął wypytywac o stab zdrowia. Jako, że w systemie nie ma ani śladu mojego leczenia onkologicznego zakwalifikowano mnie także jako grupę 5-tą. I już się spodziewaliśmy, że nas zapisze za pół roku, gdy pojawiła się kwestia numeru telefonu. Podaliśmy wszyscy ten sam. "Ale on i tak nie działa, bo nie mamy zasięgu"- powiedziałam. "Może moglibyśmy dostać wiadomosć na whatsup?"- zapytał Syam.

Pan pielegniarz potrzasnął głową, że tego lokalny NFZ w usługach nie ma. Westchął, popatrzył na swoje kartki i... wpisał nas na piątek po południu, tuż przed zamknięciem przychodni. Wpisani byliśmy ołowkiem, z wykrzyknikiem. Niestety wyboru nie było, dostępna była tylko Astra Zeneca  ::(( Chyba nie do końca zgodnie z procedurami nas zapisał, ale ten aspekt Pura Vida w Kostaryce akurat nam się podobał  8) Chłopcy orzekli, że w takim razie pojedziemy na plażę w sobotę. Ja stwierdziłam, ze przeciez nie wiadomo jak się będziemy czuć po szczepionce i że ja w takim razie nie jadę. Oni trochę pogłówkowali i Syam przypomniał sobie, że ma jakąś lekcję w sobotę. Przełożone na wtorek. OK

W piatkowe popołudnie w przychodni juz prawie nikogo nie było. Kilka osób przed nami na szczepienie, jakiś pan z dziurą z nodze. Zeszło nam trochę czasu, tutaj nikt się nie śpieszy, ale w końcu dostaliśmy swoje zastrzyki i karteczkę z datą kolejnej dawki we wrześniu. Trochę nas zmartwiło, że kolejna też będzie Astra Zeneca, no ale cóż, większość przeżywa to i my też przeżyjemy  8)

Wieczorem zaczęła mnie boleć ręka. Gaur twierdził, że nic mu nie jest. W nocy kilka razy się obudziłam, lekko mnie poćmiło w kilku kościach, przeleciał mi tez lekki bół głowy (ale to moze z niewyspania), a sobota to akurat u mnie intensywny dzień pracy. Jednak nie zdążyłam tym razem nic ugotować wcześniej, więc miałam nadzieję, że nic mi się nie pogorszy i zazdrościłąm chłopakom. Rano Gaur przywlókł się do światyni. "czuję się jakby mnie przejechała ciężarówka" wymamrotał "Czuję jakby mi ktoś wbijał nóż w głowę, wszystko mnie boli, nawet policzki, mam gorączkę. A Syam ma jeszcze gorzej". I tak zalegli nasi dzielni rycerze, którym się zdawało, że można sobie planować wyjazd na plażę po tej szczepionce, a dwaj pozostali, którzy będą się szczepić w Stanach już mają strach w oczach. Ręka nadal mnie boli. Nie mogłam się doszukać czy objawy po szczepieniu ma się tylko po jednej dawce czy niektórzy mają po obu. Bo jak bywa że po obu to we wrześniu będzie masakra- będziemy wtedy tylko w trójkę. Jak nas rozłoży, to kaplica!  ::((
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2091 dnia: Lipca 08, 2021, 04:31:20 am »
Kolejny paskudny rok się szykuje, zdaje się że stracimy oba pieski  :(   :'( :'( :'(

Gdy wróciłam z Polski widać było, że ona się postrzały. Dhuli będzie miała 12 w grudniu. Bhima jest kilka miesięcy starszy od niej. Bhima miał ogromną nadwagę, bo Jamie nie przejmował się i wyrzucał resztki kuchenne bez zastanowienia. Zrobiłam o to szereg awantur a gdy nie poskutkowało, przejełam całkowicie pieczę nad resztkami a w końcu pojawiła się beczka kompostowa, gdzie żywnosć mogła być bezpiecznie rozłożona na czynniki pierwsze bez udziału psich czy innych żoładków.

Wzięłam się za zadanie odchudzenia Bhimy. Początki były bardzo trudne, bo się rozleniwił i nigdzie nie chciał chodzić, zresztą był za ciężki. Niosłam żarcie i rzucałam po drodze, żeby tylko za mną poszedł. Porcje jedzenia dla niefo zostały zmniejszone o połowę. Długo to trwało, ale w końcu pojawiły się sukcesy. W miare znikania psiego tłuszczu, spacery się wydłużały i stały się nagrodą same w sobie. Niestety beze mnie Dhuli chodziła gdzies sama rzadko, a Bhima prawie wcale.

Gdy jeszcze sezon cykadowy był w pełni i zwierzaki się nimi zajadały zauważyłam któregoś dnia że suce obwisła skóra na mordzie z jednej strony. Najpierw się niezbyt przejęłam. Myślałam, że może się rozcięła na drucie kolczastym i za kilka dni się wszystko zagoi. Wtedy jeszcze karmiliśmy je na zmianę, raz ja raz Gaur. Któregoś dnia Dhuli przestała przychodzić gdy Gaur wołał ją na kolację... To jeszcze nie było nic niezwykłego, ona jest trochę "chora psychicznie" od początku, coś jej najwyrażniej zrobili ludzie u których się urodziła, że jest bardzo podejrzliwa i nadwrażliwa. Gaur pryskał jej parę dni wcześniej jakąś ranę śrdkiem dezynfekującym i uznaliśmy że się na niego obraziła. To sie zdarzało wcześniej. Gaur się jednak zdenerwował i stwierdził, żebym ja karmiła psy rano i wieczorem. Jednak dwa dni później Dhuli choć przybiegła entuzjastycznie, to na widok miski z jedzeniem schowała się do budy. :o Wywabiłam ją stamtąd i usiłowałam podsunąc miskę. Zjadła trochę, ale w dziwny sposób, jakby podrzucając jedzenie do góry, zaśliniła się przy tym okropnie, poczym poszła do miski z wodą i wypiła bardzo dużo, wytarzała się po ziemi i jedzenia juz nie dokonczyła. Sytuacja się powtrzyła. Kiedyś gdy jeszcze polowały zdarzało im się wrócić z kolcami jeżozwierza w mordach. To skutkowało pianą na pysku i niechęcią do jedzenia. Ale Dhuli od dawna nie polowała a w pysku nie było widać nic podejrzanego, nie straciła też żadnego zęba.

Męczyła mnie ta obwisła warga i nieco mniejsze oko. Może miała wylew? Doktor Google podpowiadał zapalenie nerwu twarzowego.  Zaczęłam jej moczyć sucha karmę i pomogło. Teraz zjadała wszystko bez problemu. Moczyłam tak przez kilka tygodni aż któregoś dnia poszliśmy nad rzekę. Dhuli znalazła kość i bez żadnych problemów zeżarła ją w całości. Uznałam, ze koniec z moczeniem, zresztą wydawało się, że warga mniej obwisa. To było chyba pod koniec kwietnia, bo w rzece było już nieco więcej wody, a w tym roku deszcze zaczęły się wcześniej.

W połowie maja zauważyłam, że długa sierść Dhuli bardzo się kołtuni. Choć obciełam jej yego trochę ku mojemu zdumieniu za 2 dni kołtumów było jeszcze więcej. Gaur przyniósł dobre nożyczki i zrobiliśmy mocne cięcie. Od paru dni miałam wrażenie, że Dhuli schudła, ale to co zobaczyliśmy po obcięciu sierści wprawiło nas w szok. Skóra i kości! Apetyt miała ogromny, więc sywierziliśmy najpierw że zwiększymy je porcje żywności. Być może to była reakcja na poprzednie problemy z odżywianiem. Dhuli zaczęła miec jednak i inne objawy- coś jak kaszel i chrypiące szczekanie. Nie było rady, trzeba było wziąc ją do weterynarza. Jest to tutaj bardzo droga sprawa, wydaliśmy 600 dolarów na 2 wizyty, 2 testy krwi i antybiotyk. Wet ztwierdził zapalenie płuc i problem z nerkami, nakazał dietę wysokobiałkową, niskotłuszczową. Niestety zalecenia sobie, a życie sobie. W lokalnej aptece mieli tylko kilka puszek specjalnej karmy wysokobiałowej. Rzeczywiscie było widać różnicę, pies przestał kaszleć i chudnąć. Ale głos miała dalej zachrypnięty, a mimo ponad miesiaca brania leku na nerki sierć nadal jej wychodziła. W końcu kaszel pojawił się znowu i od tygodnia znowu dajemy jej antybiotyk i znowu pomaga. Ale łysieje dalej i chrypi dalej...

Kłopoty z Dhuli sprawiły, że nieco mniej uwagi zwracałam na Bhimę. Zauważyłam w pewnym momencie lekką zmianę w kształcie jego pyska ale uznałam, że może tez zaczyna mu się robić to co Dhuli z wargą, a może po prostu sa to zmarszczki. Bhima wykazywał się teraz wielka ochota do spacerów, jednak znowu spowolniał i włokł się z tyłu. I zaczął kichac oraz chrząkać jakby coś mu przeszkadzało oddychać. Czyżby zaraził się od Dhuli? Przecież starałam się myć ich miski po każdym posiłku.

 Bhima coraz częściej zaczął się chować w ciemnych miejscach, nawet gdy nie było burzy. Kilka razy zdarzyło się, że znikał w porze karmienia, rzecz niesłychana w historii jego życia. Oczywiscie jest pora deszczowa więc burze się zdarzają, ale on nigdy wcześniej nie reagował tak na niezbyt bliskie grzmoty. Na policzku pojawiło mu się zgrubienie. O nie! pewnie ząb mu się psuje, a my własnie całą kasę wydaliśmy na leczenie Dhuli! Któregoś popołudnia Bhima zdrzemnał się przed domkiem chłopaków. I to oni odkryli, że Bhima krwaił z pyska. Od czasu do czasu widywałam na werandzie krople krwi, to jednak nic niezwykłego. W tropikach psy zawsze mają jakieś botfly, nie szprycujemy ich chemikaniami co miesiac, więc zdarza się że któraś botflaja dożyje momentu gdy się wygryzie z psiego ciała. Ale choć oglądałam onoje nie byłam  w stanie wykryć u którego z nich pasożyt powodował krwawienie. Teraz tajemnica się wyjaśniła. Daliśmy mu antybiotyk, licząc na to, że jak zapalenie przejdzie bedziemy mogli zabrać go do weterynarza i wyrwać chory ząb. Niestety opuchlizna nadal się powiększała. Aż wczoraj Gaur zajrzał psu do pyska. I znalazł ogromnego guza. Wet dzisiaj potwierdził- zaawansowany rak szczęki, nic się nie da zrobić  :'(
 

rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7982
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2092 dnia: Lipca 14, 2021, 08:17:11 pm »
Biedna psina. A jeśli chodzi o Astrę Zeneca, to ja miałam dwie dawki i zupełnie nic, no może odrobinę czułam miejsce gdzie był robiony zastrzyk, mój mąż dwa dni odchorował z temperaturą, dreszczami, obie dawki. Razem tą samą dawka byliśmy szczepieni.
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline ptaszyna

  • Swojaki
  • Zakorzeniona
  • *
  • Wiadomości: 3538
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2093 dnia: Lipca 20, 2021, 12:08:13 am »
Biedne psiaki  :'(
rak zrazikowy naciekający częściowo wieloogniskowy, rozproszony  T1N0M0
mastektomia piersi lewej XII 2011, chemioterapia 3 x AC, radioterapia, hormonoterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2094 dnia: Lipca 20, 2021, 04:37:25 am »
Dziś rano opuchlizna Bhimy wyraźnie się zwiekszyła, po tej stronie pyska wygląda już jak zupełnie inny pies. Przeraziłam się, że nie będzie w stanie nic zjesć, ale wręcz przeciwnie, nie dość że sam się zjawił w porze karmienia, choć nie spał w swojej budzie, to wciągnął wszystko z apetytem i szybkością jakiej nie widziałam u niego od co najmniej trzech tygodni. Poszliśmy na krótki spacer, ale tylko do ogrodu, psy powędowały dalej same, co też im się już bardzo rzadko zdarza. Rozmawialiśmy potem o momencie rozstania. Ciężko się podejmuje taką decyzję, zwłaszcza że Bhima w niej uczestniczyć nie może. Konkretów nie było, ale ten moment się zbliża. Codziennie idąc na spacer myślę czy to już ostatni. Miałam tak z mamą, tylko w jej przypadku "wiedziałam" że to ostania Wigilia, ostatnie wyjście do kina itp, ta pewność płynęła gdzieś z wewnątrz. Z Bhimą nie mam takiej pewności, więc po prostu traktuję teraz każdy spacer jak potencjalnie ostatni. Już raczej nie zabiorę go na spacer drogą dojazdową do Madhuvan. Za dużo pagórków, a to go męczy, w dodatku możemy się natknąć na ludzi przepędzajacych krowy między pastwiskami, z psami niezbyt mobilnymi i półgłuchymi nie byłoby to zbyt bezpieczne.

Wieczorem Bhima dał się długo szczotkować. Oczywiście Dhuli zazdrośnica też się wpychała, jednak ją szczotkuję coraz mniej, bo się boję że jej cała sierść wylezie  ::(( Wyglądał jakby był jeszcze bardziej opuchnięty, ale może to moja wyobraźnia. Zjadł z apetytem, znowu jednak nic nie wypił i poszedł do szopy. Ale gdy jakieś pół godziny później postanowiłam zanieść mu tam wodę, nie było go w środku. Nie było go też w budzie. Dziwne, jak taka zwyczajna rzecz, że pies gdzieś poszedł teraz mi sie od razu kojarzy, że może gdzieś sie schował, żeby nikt nie widział jak umiera  :-\
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2095 dnia: Lipca 23, 2021, 03:11:31 am »
No i tak to już jest nawet z psem, że jak ma raka to się wszelkie objawy z rakiem kojarzą. Zauważyłam, że ma za uchem gulę i skrzep krwi, więc się przeraziłam, że rak mu na zewnątrz wyłazi. Zrobiłam napar z rumianku, umyłam i... to botfly!  :o  Po przemyciu rumiankiem opuchlizna zeszła, a dziś Gaur wycisnął paskudę i pies jak nowy. Z kolei suka znowu  też ma botflaję, w uchu, ucho jak balon  ::(( 

Po ponad tygodniu bez deszczu w końcu znowu pada. Od 3 dni zbierało się na burzę, która gdzieś znikała. Dziś zaczęło się tak samo, ale gdy już zaczęło padać grzmoty ustały i tak sobie pada spokojnie już 4 godziny, rośliny rosną w oczach, psy chrapią pod dachem i tylko kicia jest wściekła i stanowczo żąda, żebyśmy ten deszcz wyłączyli, choć siedzi w jadalni i nie moknie  xhc
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2096 dnia: Lipca 29, 2021, 05:28:57 am »
I poszedł nasz Bhimuś za Tęczowy Most  :'( :'( :'(
W poniedziałek już się czuł bardzo źle. Niestety było święto, przesunięte z niedzieli. We wtorek udało się chłopakom umówić wizytę u weta na dziś. Rozpaczliwie szukali kogoś kto by do nas przyjechał, ale nikt z tych do których się dodzwonili takich usług nie świadczył, a kilka telefonów pozostało nieodebranych. Wczoraj rano pies nie zjadł nic. Nie poszedł też ze mną na spacer. Oddychało mu się bardzo źle. Wieczorem przyniosłam mu miskę z żarciem, nie tknął, leżał na jednej ze swoich wszechobecnych poduszek, machnął ogonem, ale się nie podniósł. Zauważyłam jednak, że podnosi łeb, gdy tą miskę próbuje odstawić. Podłożyłam mu ją więc pod sam nos. Zjadł!
Umówiliśmy się z chłopakami, że pojedziemy we troje. Gaur zamienił się na dzień gotowania z Kishorem, ja przygotowałam siedzenie w samochodzie. 3 warstwy prześcieradeł i dwa ręczniki miały zabezpieczyć wnętrze oraz Shyama, bo to on miał trzymać psa. Rano chłopcy mi powiedzieli, że zdarzył się cud! Jeden z nieuchwytnych weterynarzy napisał im o 8-mej wieczorem, że może do nas przyjechać!
Jakby mało było, że jeden pies odchodzi, wczoraj Dhuli dostała jakiegoś bzika. Od samego rana do wieczora nieustannie krązyła, siadajac może tylko na moment. Od paru dni ma krwiaka w uchu, gaur próbował jej spuścić tą krew, niestety się nie udało. Przez ten dzień chyba spaliła kalorie które ładowała w nią przez miesiąc, po prostu chudła w oczach!
Wieczorem dałam Bhimie kilka kropli CBD i mnie olśniło, dałam 3 krople Dhuli. Podziałało! Juz kilka minut później przestała krązyć jak nietoperz i noc przespała niemal całą w jednym miejscu.

Rano Juan zaczął kopac grób a ja po porannych obowiązkach spędzałam czas głownie z Bhimą. Nie miał już zbytnio siły. Nie chciał jeść, nie chciał pić. Poszedł jednak się wysikać. Potem zaległ na prę godzin, najpierw w pełnym słońcu, później przeniósł się znowu do graciarni. Odeszłam na momnt do mojego domku, ale Juan mnie wywołał, że widział że jakieś zwierze upadło i sądził, że to Bhima. Miał rację, biedny nasz piesek leżał przed graciarnią, znowu w pełnym słońcu  :( Gdy go znowu spuściłąm z oczu nagle się podniósł i poszedł do wiadra z wodą. Dobrze, że zauważyłam, bo wiadro nie było pełne i nie byłby w stanie się sam napić! W graciarni miał miskę z wodą, chyba jednak o tym nie pamiętał. Załatwił się jeszcze a potem miałam moment strachu bo ruszył rażnym truchtem i wczołgał się pod samochód. Na szczęscie równie szybko stamtąd wyszedł i znowu wszedł do graciarni. Włączyłam duży wiatrak, Dhuli położyła się obok Bhimy.

Wet w końcu przyjechał. Młody, sympatyczny. Nasz piesek odszedł szybko i spokojnie. Co dziwne, Dhuli, która jest zwykle panikarą i po pierwsze- nie lubi obcych, po drugie doskonale wie co to strzykawka i na sam jej widok chowa się w krzakach, tym razem nie tylko nie uciekła, ale wręcz chciała się wpakowac do graciarni. Gaur nie chciał żeby wszystko widziała, ale nie dało się jej odpędzić i musiał ją trzymać, żeby nie weszła do srodka. Kiedy potem wet dawał jej 3 zatrzyki i próbował zdrenować ucho zastanawialiśmy się czy ona przypadkiem nie myśli, że chcemy ją uśpić. Nic jednak na to nie wskazuje, Zachowywała się jak na nią niesamowicie spokojnie. Niestety jej ucho może wymagać operacji i nie wiemy czy to dobry pomysł w jej stanie czy nie. W końcu ze spuchniętym uchem jest nadal sprawna, a znieczulenie może jej zaszkodzić...

Bhimuś jest pochowany tuż przy świątyni, będzie miał posadzone kwitnące drzewko na grobie. Obawiam się, że gdyby żył to byłby je podlewał  ;D  12 lat radości i miłosci odeszło na wieczne łowy. Dziwnie się czułam na spacerze tylko z Dhuli. No ale trzeba korzystać z jej towarzystwa póki się da, bo pewnie też nas niedługo opuści  :(
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7982
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2097 dnia: Lipca 31, 2021, 03:28:04 pm »
Dlatego też nie mam zwierzątek w domu, bo nie bardzo przepadam za takimi pożegnaniami.
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline ptaszyna

  • Swojaki
  • Zakorzeniona
  • *
  • Wiadomości: 3538
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2098 dnia: Sierpnia 08, 2021, 01:00:43 am »
 :'( oj, ten Tęczowy Most....
rak zrazikowy naciekający częściowo wieloogniskowy, rozproszony  T1N0M0
mastektomia piersi lewej XII 2011, chemioterapia 3 x AC, radioterapia, hormonoterapia

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2851
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #2099 dnia: Marca 06, 2022, 11:00:54 pm »
Jakaś mnie zniechęcica ogarnęła do pisania, nie żeby brakowało wydarzeń i tych radosnych i tych smutnych, ale jakąś mam taką próżnię, tak jakby ostatnie lata ze śmiercią moich rodziców i pandemią wymagały przedefiniowania czegoś w moim życiu a ja wciąż nie jestem pewna co takiego musze przedefiniować...

Chodzę czasem wieczorami na spacery z Dhuli. Ona chce tylko chodzić po drodze dojazdowej do Madhuvan. Jest sezon cykadowy, więc preferuję wyjścia po zmroku, gdy cykady już ucichną. Dhuli pożera ogromne ich ilości, widać że jej to służy, po raz pierwszy od miesięcy zachowuje się jak pies, trochę biega, a nawet udaje jej się czasem zaszczekać. Po zachodzie słońca poluje na cykady przyczepione do siatki chroniącej świątynię i jadalnię.

Noc była bezksiężycowa, po zmroku zerwał się lekki wiatr i idąc drogą z psem szkieletorem uświadomiłam sobie, jaki mam przywilej że mogę tak sobie iść, bez celu, że mogę się cieszyć tym wiatrem we włosach, których nikt mi nie każe nakryć ani nikt nie będzie tu celować do mnie z karabinu. Nie przeleci mi nad głową żadna rakieta. To jest bogactwo, którego nikomu nie kupią petrodolary, choć mają moc zabrać to bogactwo milionom. Z wąwozu poniżej pastwiska rozległo się wycie szakali, przypominając że dla niektórych stworzeń wciąż możemy po prostu być posiłkiem


Dziś  po telefonie do jednej z krewnych poczułam że próżnia mnie ogarnie całkowicie jeśli nie zacznę znowu pisać... Nieważne czy ktoś to nawet przeczyta, ważne żeby choćby sobie przypomnieć.. Poczułam się jakby P infiltrował mi rodzinę, "atak" przyszedł ze strony tak niespodziewanej, ona nawet nie oglądała tvp dopóki żył wujek, nie umie obsługiwać internetu i prawie ngdzie nie wychodzi ... Zresztą nie wiem czy nawet TVP gada takie bzdury, skąd wzięła te swoje "rewelacje"... Dzisiejszy dzień ma na imię rozczarowanie
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia