Autor Wątek: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny  (Przeczytany 155406 razy)

Offline DanaPar

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 10856
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1905 dnia: Październik 31, 2019, 11:32:52 pm »
Braju, masz talent do pisania. Proste rzeczy, a opis godzien profesjonalisty. Wciąga, trzyma w napięciu
Czekam na c.d.
Carcinoma introductale G3: mamotom 22.09.05.
4 x AT
mastektomia + 22 węzły (2 zajęte): 2.01.2006
4 x AC
radioterapia 50,0 Gy w 25 frakcjach
ER-, PR-, HER +++

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7872
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1906 dnia: Październik 31, 2019, 11:54:48 pm »
Nooo jak 6 cyfr, to wygrana w Totolotka.  xhc xhc xhc
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline Amor

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 12126
  • carpe diem
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1907 dnia: Listopad 01, 2019, 01:26:11 pm »
kto wie? może lulu ma rację? :D
styczeń2006, rak piersi lewej, przewodowy inwazyjny,T1N0M0,G1,węzły czyste (Her- ujemny) niehormonozależna,leczenie-  mastektomia na życzenie  i  4 AC
luty2007 ,wznowa  w bliźnie - 8 mm ,  hormonozależna
leczenie- wycięcie  blizny, radioterapia , kastracja radiologiczna jajnikow, tamoksifen 5 lat

Offline mag

  • SPA
  • Uzależniona
  • *****
  • Wiadomości: 12000
  • Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1908 dnia: Listopad 01, 2019, 08:05:05 pm »
ani chybi wróżka i rzeczywiście dyktowała szczęśliwe numerki  xhc

czyta się swietnie! 


rak piersi  potrójnie ujemny (TNBC), zajęty 1 węzeł, mastektomia: 2000, chemia 6xCMF, rekonstrukcja: 2006 i XI 2017 przerzuty do kości i tk. miękkich

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2699
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1909 dnia: Listopad 02, 2019, 04:19:51 am »
No na to z totolotkiem nie wpadłam, taka kasa mi przeszła koło nosa! 🤣

Wypytywałam naszych chłopów- żaden nie pamiętał żadnego numeru (a w zasadzie nie pamiętał niemal nic z całego procesu odnawiania wizy). Zadałąm pytanie na dwóch forach dla imigrantów- jedna osoba rzuciła, że może to numer konta... Biorąc pod uwagę, że numer telefonu się nie zgadzał zaczęłam podejrzewać, że może i ma rację. Tylko, że wszystkie numery konta mają tutaj 7 cyfr i w tym konkretnym banku zaczynają się od 2 a kończa na 0. "Mój" numer zaczyna się na 7. W końcu wpadłam na pomysł, że zadam to pytanie na stronie tych "papug" co to moją rezydencję wydobyły z czeluści zagubionych papierów u urzędzie imigracyjnym. Odpowiedź brzmała- "to zapewne numerek na wizytę". Ufff!

 Wciąż brakowało mi jednego dokumentu. Od kiedy nasza jedyna drukarka zamarła z zasuszonym tuszem, wszystkie papiery trzeba drukować w mieście. Potrzebny mi dokument znajdował się w komputerze Syama, który wysłał go na telefon Gaury. Gaur chciał go wysłać mnie, zebym go w xero wysłała na whats`upie. A ja mu na to, że mój whatsup przestał działać pare miesięcy temu i nie wiem jak go naprawić. Oprócz nas do Nicoyi jechać miała Hanna, która jest tu gościnnie na kilka miesięcy. Popsuła jej się karta kredytowa i jej bank przsłał jej nową DHLem, więc miała ją odebrać, jak tez opłacić sobie podatek wyjazdowy, bo w przyszłym tygodniu jedzie na parę dni do Panamy.

Byłoby rzeczą bardzo prostą wsiąść w samochód i pojechać z odpowiednim zapasem czasu itp., ale to tak nie działa, nie w Kostaryce. Tutaj muszę się trochę cofnąć w czasie, oraz zapodać dwa osobne tematy.. Otóż gdy ja byłam w Polsce, zacielone zostały dwie z naszych krów. a w zasadzie tak sądziliśmy. Ta którą chcieliśmy zacielić, kompletnie olała ciążę i daremnie byk się starał. Daliśmy zatem spokój. A potem dwie inne wzięły inicjatywę w swoje racice, no i git. I otóż jedna z tych krów zaczęła się zachowywać "dziwnie". Widziałam to jednego dnia i pomyślałam, ze ma sraczkę. Ale na drugi dzień zobaczył to Juan i wątpliwości nie miał- krowa miała wyraźne oznaki rui, a to się ciężarnym krowom nie zdarza. Zatem Gaur zamówił weterynarza, żeby przyjechał i przebadał nasze krowy (dwie żeby stwierdzić czy są w ciąży i jedną żeby stwierdził czemu w ciąży nie jest). Weterynarz powiedział, że za dojazd biezre 40 dolców i za badanie 40 dolców. Gaur stwierdził, ze to super tanio. No i plan był taki, żeby wet obejrzał także naszą sukę.

Dhuli od kilku tygodni ma paskudną infekcję ucha, domowe sposoby zawiodły, więc planowany był wyjazd do weterynarza, a żeby tego dokonać brudaska miała być wpierw wykąpana. Bo nie macie pojęcia jak potrafi wyglądac "sweter" irlandzki co się szlaja po brudnych bajorach 😨 Skoro jednak wet miał przyjechać do MAdhuvan, kąpiel odłożono na ostatni moment, żeby nie zdążyła się wyświnić.

No i wracając do mojego spotkania. Wizytę miałam wyznaczoną na 3:30. Przedtem trzeba było jeszcze wydrukować mój dokument, Gaur powiedział też że opłatę muszę zrobić także przed tym spotkaniem. W tym samym banku, ale w lokalnych bankach bywają czasem mega kolejki. No to zasuwamy szybko z Hanką ze sprzątaniem po obiedzie, bo zaraz mamy jechać. Pzychodzi Gaur. "Wet bierze 40 dolców OD KROWY, nie mamy tyle kasy!". A co z suką? Ano postanowili ją złapać i wpakować do samochodu i na czas załatwiania naszych ważnych spraw, zostawić u weterynarza. Hanna zaoferowała, że zapłaci za weta. Dhuli trzeba było złapać i wnieść do samochodu, bo sama nie wejdzie. Hanna siedziała z nią z tyłu, lecz suczysko upodobało sobie wydychać swój śmierdzący oddech wprost na mnie. O ślinotoku nie wspomnę ;)

Wyjechaliśmy, jedziemy sobie ta naszą polną droga przez wieś, aż tu na drodze dwie ciężarówki! Jedna to spece od elektryki, coś naprawiają na słupie- ci się przesunęli na pobocze, rboiąc nam miejsce. Druga, wyładowana krowami, nie robi nic. Ominac się nie da, wpadlibyśmy do rowu. gościu kiwa Gaurze, żeby jechał. No to Gaur próbuje i bang! Rozwaliliśmy samochód! Tak, może i niegroźnie, bo prędkość mała, ale jak zobaczymy w Nicoyi, wygląda to paskudnie. Dopiero wtedy jaśnie pan podjeżdża tak, że choć z trudem, udaje nam się przecisnąć nie wpadając do dołu.

cdn.
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7872
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1910 dnia: Listopad 02, 2019, 06:49:06 am »
Czy dowiezienie pacjenta do weta dużo zmniejsza koszty usługi? Bo może ta ciężarówka, z krowami, też jechała do weta. xhc
« Ostatnia zmiana: Listopad 02, 2019, 06:57:26 am wysłana przez lulu »
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline mag

  • SPA
  • Uzależniona
  • *****
  • Wiadomości: 12000
  • Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1911 dnia: Listopad 02, 2019, 06:31:55 pm »
fascynujące to jest, czekam na więcej


rak piersi  potrójnie ujemny (TNBC), zajęty 1 węzeł, mastektomia: 2000, chemia 6xCMF, rekonstrukcja: 2006 i XI 2017 przerzuty do kości i tk. miękkich

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2699
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1912 dnia: Listopad 02, 2019, 10:02:01 pm »
Do Nicoyi zajeżdżamy tuż przed drugą. Gaur i Hanna wysiadają z psem, Gaur ma ją tylko tam zaprowadzić, bo wet mówi po angielsku i zaraz wrócić do mnie i mnie zawieść na xero, a potem mam sobie iść do banku. Zostaję w samochodzie, słońce chmurami nieprzyćmione, ale co mi tam, przecież to pięć minut, no iwodę wzięłam sobie w termosiku. Pięć minut mija, Gaur nie wraca. 10 po drugiej, Gaur nie wraca. Zaczyna mi się robić gorąco. Siatkę z awaryjną kurtką przeciwdeszczową, parasolką i wodą trzymałam przed sobą na podłodze, plecaczek z dokumentami też głownie tam. Sięgam po termosik. Jest pusty- cała zawartość wylała się na kurtkę i parasolkę i przesączyła się na podłogę, tworząc pod moimi stopami błotnistą kałużę! 😰 Chwytam za plecaczek- dno mokre! Woda na szczęście nie przedostała się do papierzysków, ale paszport z lekka zwilgotniał. No i nie ma co pić. Zaczynam się denerwować. Gaur nie wraca, a czas leci. 2:25- dostrzegam, że ma koło kierownicy butelkę z wodą, pociągam conieco. Na spotkanie kazali zgłosić się przynajmniej 10 minut przed czasem. Zaczynam panikować. 2:30- Gaur wyłania się z receptą. Nim wejdzie do samochodu ogląda jeszcze stłuczenie, zastanawiając się czy da radę sam to naprawić.

Wiezie mnie na xero i chce żebym na piechotę poszła do banku. Odmawiam, zostawia mnie więc z tym xerem i leci pilnować samochodu- na pace mamy 4 puste butle gazowe na wymianę, boi się, żeby ktoś ich nie ukradł. Trochę bez sensu, bo nie wiem jak chce robić zakupy pilnując jednocześnie auta. W Nicoyi łatwo się gubię i choć tylko przeszliśmy ulice, niewiele brakuje bym poszła w złym kierunku. Jedziemy wreszcie do banku, wysadza mnie na ulicy, znowu, choć budynek wielki jak słoń, gdybym była sama poszłabym do drugiego ha ha.

Wpadam do banku, na dworze słońce i ciepło, z mojej parasolki płyną strumyczki błotnistej wody. Przeszukanie plecaczka przed wejściem. Wpadam do środka i chcę wziąć numerek, ale automat gapi się na mnie czarnym ekranem i ani dudu. Za ladą siedzą dwie dziewczyny, pytam jedną jak to ustrojstwo uruchomić. "Nie działa"- odpowiada, jakby to było oczywiste, że nie powinnam nawet próbować. Pyta co chcę zrobić, ja jej na to, że zapłacić bo mam wizytę w sprawie rezydencji. Dziewcze wychodzi gdzieś na moment, wraca i każe mi usiąść na krzesełku przed dwoma małymi pokoikami. Okazuje się, że niepotrzebnie się tak spieszyłam. Nie muszę stać w kolejce, zapłacę podczas spotkania.

Przede mną jest jeszcze jedna pani. Na kamiennej posadzce dostrzegam dużego pasikonika, który lezy tam bezradny. Musiał zostać uwięziony jakiś czas temu, bo wygląda na to, że ginie z głodu. obiecuję mu w myślach, ze jeśli nikt go nie rozdepcze, to go uwolnię.
W końcu moja kolej. Wyciągam papierzyska, okazuje się, że tutaj mają xero i nie potrzebowałam niczego odbijac gdzie indziej wrrr. Kobieta pyta mnie o adres. Patrzę na nią jak głupia, przecież jak wół w piśmie od mojego kościoła pisze. Nie nie będę się tego na pamięć uczyła. A może powinnam? "500 metrów na zachód od boiska sportowego w Belen i 5 km na północny zachód od restauracji Las Cascadas" (to już wiecie jak do mnie trafić he he). Okazuje się, że nie było wyszczególnione w tym papierze, ze ja też tam mieszkam. Pani pyta jeszcze o szczegóły domu, ale wymiguję się, a że ona nie ma pojęcia, ze mamy tutaj więcej niż jeden budynek, to daje mi spokój w kwestiach adresowych. No i tak sobie konwersujemy, jakaś kobieta staje w drzwiach i mówi, że tylko chce zadać jedno krótkie pytanie. Nie oglądam się, bo co mnie jej pytanie obchodzi, a ona nagle rzuca się na mnie i mnie obejmuje. Nasza doktora!!! 😃 Przyszła z córką i swoim nowym chłopem, chyba wyrabiali paszporty. Poczułam się nagle bardzo w domu, jak to na wsi, sąsiadkę się w  sklepie spotyka ;)

cdn
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7872
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1913 dnia: Listopad 03, 2019, 08:13:31 am »
 xhc
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline Maja048

  • Zadomowiona
  • **
  • Wiadomości: 1208
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1914 dnia: Listopad 03, 2019, 08:36:34 pm »
 :-* :-* :oklaski: xhc

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2699
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1915 dnia: Listopad 09, 2019, 12:10:37 am »
Na koniec pani mówi mi uprzejmie, ze nowy dokument dostanę 28 listopada! A ja 5-go grudnia lecę i co jak nie zdążą? "Poczta przechowuje przez miesiąc, urząd przez półtora miesiąca"- pani dalej się uśmiecha  a mnie trafia. Czyi co, jeśli ONI się spóżnią to JA zapłacę znowu prawie 200 dolców za nowy bloczek plastiku? Na stronie jest, ze w ciągu 10 dni powinnam do dostać! 😡 Bank już prawie zamykają, lecę do kibla i wracam po pasikonika. Biedaczek, ledwie żyje. Biorę go ostrożnie i kładę na niewielkim zielonym skwerku, dumna ze swoego "dobrego uczynku". Dreczy mnie pragnienie, przed bankiem są dwie fontanny, mile je wspominam z poprzedniego pobytu w tej instytucji, pedzę więc ku nim, by przekonać się, że ta większa... jest tylko wspomnieniem. Jeszcze z nadzeją schylam się ku tej dla dzieci, nic z tego. Wszystko wybebeszone ze środka! :(  Wracam do skwerka zobaczyć jak sobie radzi pasikonik. Noż cholera, cały w wmórkach! A mogłam go zostawic w tym banku, przynajmniej by sobie umarł w budynku z klimą. Do diabła z "dobrymi uczynkami". Na rogu przed bankiem pan sprzedaje dorodne awokado. Coś mi się należy od życia, kupuję jedno.

 Umówieni jesteśmy za 40 minut bo Hanna ma też przyjść do bankomatu, dzwonię do Gaury. Jest w pobliżu w sklepie warzyswnym. Każe mi iść "koło kościoła kolonialnego do głownej ulicy". Jakiś kościół tam jest, nie ma m pojęcia czy kolowialny. Uznaję, ze głowna jest ulica po której jeżdzi nieco więcej samochodów i tam też idę. Okazuje się wprawdzie, ze to nie był ten kościół, ale już trafię!
W sklepie wpadam, żeby znaleźć kokosa do wypicia i nie wierzę własnym oczom. NIE MA!!!

Jedziemy po sukę. Wszelka chwała Hannie, ze zapłaciła, Za oczyszczenie uszu i testy bakteriologiczne wyszło 140 dolarów. Serio, nie polecam leczenia psa w tym kraju. Leki nie są wliczone w tą ceną, w dodatku przepisano antybiotyk nie czekając na wyniki testów. Z tyłu worek cementu, worek mąki, nasze warzywa i suka. ślini się, jak zawsze gdy jej gorąco, właśnie wlazła na siatkę z sałatą! Ledwie wyciągam spod niej pakunki, podczas gdy Gaur pędzi do kolejnej apteki, w poprzedniej nie było potrzebnego lekarstwa. Jeszcze tylko wracamy do banku po Hannę i można wracac do domu. Uff!
rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia

Offline oooAncia!

  • Swojaki
  • Zakorzeniona
  • *
  • Wiadomości: 3701
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1916 dnia: Listopad 09, 2019, 04:26:08 pm »
A można by pomyśleć, że życie w aśramie to ciągła medytacja, skupienie, spokojne myśli, mantry, zapach kadzidełek i spokój ducha. A tu masz: rzeczywistość miejsko-biurokratyczna nieźle potrafi namieszać.

Oby zdążyli do 28 listopada.
Diagn. 12/2013, potrójnie ujemny, full service usług onkologicznych.

Offline mag

  • SPA
  • Uzależniona
  • *****
  • Wiadomości: 12000
  • Bardzo mi z tego powodu wszystko jedno
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1917 dnia: Listopad 10, 2019, 09:29:59 pm »
A można by pomyśleć, że życie w aśramie to ciągła medytacja, skupienie, spokojne myśli, mantry, zapach kadzidełek i spokój ducha.

prawda Anciu?
a tu tyle emocji  8)




rak piersi  potrójnie ujemny (TNBC), zajęty 1 węzeł, mastektomia: 2000, chemia 6xCMF, rekonstrukcja: 2006 i XI 2017 przerzuty do kości i tk. miękkich

Offline lulu

  • Swojaki
  • Uzależniona
  • *
  • Wiadomości: 7872
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1918 dnia: Grudzień 02, 2019, 06:29:44 am »
Czyżby skończyły się przygody? Tak normalnie wszystko idzie?
31.12.2007 amputacja piersi prawej metodą Pateya
Carcinoma mammae, G2, ER+, PGR+, HER2-
Przez 5 lat kolejno Tamoksifen, Egistrozol, Mamostrol
Po ponad 7 latach rak piersi lewej
21.08.2015 amputacja piersi lewej
ER-, PR-, HER2+++
4xAC i rok Herceptyna

Offline braja

  • Swojaki
  • Wtajemniczona
  • *
  • Wiadomości: 2699
Odp: Madhuvan- Miodowy Las Kryszny
« Odpowiedź #1919 dnia: Grudzień 22, 2019, 09:54:39 pm »
Ależ skąd! Tylko rzeczywistość taka jakaś szarobura, mama słudła bardzo, mało co je, czekamy na wyniki tomografii, miejsce do pisania na kompie mega niewygodne, z drugiego pokoju ryczy telewizor, święta musze ogarniać tak żeby się nie przepracować... Ale moją podróż z Kostaryki do Polski MUSZĘ opisać, bo się działo, oj działo!

Zresztą działo się już wcześniej! Ale to zbyt zawiłe do opisania. Dość, ze Murli, który miał mnie zastąpić w ogrodzie nie dotarł do MAdhuvan do dziś, a ja nie miałam czasu na przeszkolenie Ollego, bo ten przyleciał dzień po moim wyjeździe.

Wylatywałam z Liberii. Mielismy wyjechać z Madhuvan o 8-mej rano, Gaur zdecydował, że kwadrans później. Zawsze się stresuję, wolałabym wyjechać wcześniej, bo już się zdarzały jakieś problemy, jak na przykład awaria samochodu czy prace drogowe. Myslę sobie jednak, że jeśli przejedziemy drogę do asfaltówki bez przeszkód, to pójdzie jak po maśle. I wszystko gra! Nie było deszczu ani wiatru, wiec na drodze nie ma zwalonego drzewa, nikt niczego nie naprawia.  Samochód pędzi jak strzała, do lotniska jeszcze jakieś 15 kilometrów. Jedziemy szeroką szosą. Przed nami są dwa czy trzy samochody, jeden próbuje wyprzedzić tego przed nim, ale nagle hamuje i pozostaje z tyłu, a ten przed zwalnia, wyciąga rękę przez okno i robi jakiś gest, po czym skręca w prawo.. Zastanawiam się o co im chodzi, czyżby pokazywał, że tamten jest głupi? Ale gośc przed nami robi dokładnie ten sam gest. Gaur rozumie. Coś się stało na drodze, ta wielka, pusta szosa przed nami jest nieprzejezdna! Wjeżdżamy w gigantyczny korek na drodze która normalnie służy wyłącznie krowom i pasterzom na koniach. Teraz w muszą się tutaj jakimś cudem wyminąć nie tylko samochody osobowe, ale i autobusy i nawet wielka cieżarówka. Najpierw stoimy kilkanaście minut, w tym czasie przedzierają sie dwa busy z turystami. Ruszamy, lecz bardzo powoli. Wokół tumany kurzu i spalin. Po obu stronach drogi płot i krzaki, kilka razy niestety trzeba w te krzaczory wjechać, żeby zmieścił się duży pojazd z przeciwka. Gaur mówi, że całe szczęście, ze wyjechaliśmy wcześniej.Nic nie odpowiadam, bo nie wiem gdzie i kiedy w końcu wyjedziemy z tego zad,pia. Koszmarek ma niewątpliwie kilka kilometrów. W końcu dojeżdżamy do asfaltówki. Nie ma żadnych znaków ostrzegawczych, nic, zero informacji, że na drodze jakaś przeszkoda. Gramoląc się pod górę na drogę bezradnie obserwujemy wypełniony ludżmi bus jadący w stronę zablokowanej drogi. Gaur jest zły, ma już doświadczenie, że wypadek może zablokować tutaj drogę nawet na pół dnia. A on chciał tylko zrobić szybkie zakupy i wracać.

Dojeżdżamy wreszcie, na czas. Mam wpisany transport na wózku do samolotu, ale to małe lotnisko a ja mam dużo czasu, wiec rezerwują tą opcję na pozostałe przesiadki. Lot będzie trwał 6 godzin, Sakhya zrobiła mi pyszne żarcie (linie kanadyjskie na tej trasie nie serwują posiłków). Na kontroli celnej po raz pierwszy w życiu sprawdzają mój bagaż na obecność narkotyków. W podręcznym mam kompa, komórę, żarcie, zimowe buty i kurtkę- powiem tylko, że to co nieco waży. Zaczynam załować, że nie skorzystałam z opcji wózka- wewnątrz pełno schodów, jakoś nie dostrzegam windy. W tym roku nie szczepiłam się od grypu, zatem mam plan jak się przed nią uchronić. Walizeczce ciężaru dodają opakowania chusteczek dezynfekujących i żel przeciwbakteryjny 😎 Fantazjuję sobie jeszcze, że może nie będzie ludzi ponieważ dostało mi się miejsce przy oknie. Niestety samolot zapakowany jest jak puszka sardynek, żadnych widoków na przespanie się.

cdn






rak piersi przewodowy inwazyjny i nieinwazyjny, G3, T3N2a, potrójnie ujemny
zajęte 7 węzłów
chemia przedoperacyjna 4 AT 
mastektomia radykalna luty 2012
chemia pooperacyjna 4 TAC
radioterapia